piątek, 23 października 2015

Teatr trochę Inny zaprasza na spektakl pt. "Krótki traktat o wolności" - 17.11.2015 (wtorek), godzina 19.00, Sala Kopułowa Teatru Groteska (ulica Skarbowa 2)


Tak jak już zapowiadaliśmy wcześniej, 17.11.2015 (wtorek), o godzinie 19.00, w Teatrze Groteska (ulica Skarbowa 2), zaprezentujemy spektakl pt. "Krótki traktat o wolności". Bezpłatne zaproszenia należy rezerwować mailowo pod adresem:
teatrkrakow1@wp.pl
lub pod numerem telefonu: 
510 150 139

Zaproszeń nie należy odbierać wcześniej. Po prostu, proszę przyjść na spektakl i przed wejściem podać nazwisko pod jakim została zapisana rezerwacja.
Bardzo zależy nam na odpowiedzialnym potraktowaniu tych zapisów. Gdyby z jakiś względów ktoś rezygnował z rezerwacji, proszę, aby nas o tym poinformować. Chcemy umożliwić jak największej liczbie chętnych obejrzenie spektaklu i jednocześnie uniknąć wolnych miejsc. Dla każdego aktora to bardzo przykre doświadczenie, jeśli na widowni jest niewielu widzów. Wiedząc odpowiednio wcześniej o rezygnacji jakiejś osoby, będziemy mogli zaprosić na to miejsce kogoś innego. Liczymy, że nie zawiodą Państwo naszego zaufania w tym względzie.
Ilość miejsc ograniczona, prosimy nie zwlekać z rezerwacją. Ze względów bezpieczeństwa, Teatr Groteska nie wydaje zgody na wpuszczenie dodatkowych widzów.
ps.
Jednocześnie informujemy, że planowana jest rejestracja filmowa przedstawienia.


"Krótki traktat o wolności" - 17.11.2015 (wtorek), godzina 19.00, Sala Kopułowa Teatru Groteska (ulica Skarbowa 2)



czwartek, 22 października 2015

Spektakl pt. "Traktat o manekinach" we wspomnieniach uczestników z ŚDS Tomaszkowice

Tak jak już pisałem, "Traktat o manekinach" nie był łatwym w odbiorze spektaklem. Wzbudził wiele kontrowersji, pytań i wątpliwości. Ale nigdy nie unikamy trudnych wyzwań. Chcemy bywać tam, gdzie dzieje się coś ważnego i oryginalnego.
Każdy z uczestników, próbował na swój sposób opowiedzieć o emocjach wywołanych przedstawieniem i zapamiętanych obrazach. W rozmowach podkreślano, że nie był to czas stracony, choć nie wszystkie opinie były pozytywne. Na początek głos mają widzowie z ŚDS Tomaszkowice:





„Spektakl był dla mnie trudny. Pamiętam Adelę, która się często przebierała i szyła na maszynie. Chwilami się bałam, gdy było bardzo głośno i aktorzy szybko biegali po scenie.”

                                                                                 Magda Juszczyk




„Uważam, że sztuka „Traktat o manekinach” była dobrze zagrana, w teatrze było dobre nagłośnienie. Podobały mi się wstawki multimedialne z dawnych czasów (Hitler, Charlie Chaplin). Utkwiła mi w pamięci postać syna szukającego Żydów i Adeli spędzającej dużo czasu przy maszynie, która sprytnie broniła swojej chałupy zamykając wejścia drewnianymi balaskami”.

                                                                         Paulina Kaleta





„Sztuka była dla mnie trudna, bardzo dynamiczna i głośna akcja trochę mi przeszkadzały. Miałam trudność ze zrozumieniem sztuki, dlatego też średnio mi się podobała.”

B. K.
 



„To było moje pierwsze wyjście do teatru. Poczułam ciepły, przyjazny klimat w teatrze i wśród ludzi, z którymi byłam. Nastrój i atmosfera były wspaniałe. Sztuka bardzo mi się podobała, uspakajała mnie, była mocna ale przyjemna. Rozbawiała mnie postać Adeli.
Postać syna odebrałam jako dużego dziecka podporządkowanego ojcu. Jestem pełna podziwu i zachwytu, że aktorzy tak potrafią zagrać, ogarnąć tyle tekstu i dynamicznej gry. Dziękuje za to spotkanie w teatrze.” 


                                                                            Maria Szałas
 

                                                                              

środa, 21 października 2015

Wyprawa teatralna na spektakl pt. "Traktat o manekinach" prezentowany w ramach 40-ego Festiwalu OFF Krakowskie Reminiscencje Teatralne


17.10 2015 wybraliśmy się całą ekipą Teatru trochę Innego wraz z kilkoma uczestnikami z ŚDS Tomaszkowice do Teatru PWST na sztukę pt. "Traktat o manekinach". Przedstawienie było prezentowane w ramach 40-ego Festiwalu OFF Krakowskie Reminiscencje Teatralne. Uff... spektakl gęsty, niełatwy w odbiorze, ale niezwykle klimatyczny i koncertowo zagrany przez aktorów Teatru Wierszalin z Supraśla pod Białymstokiem.
Moją uwagę przykuła Wierszalińska Adela, grana przez Dariusza Matysa, stojąca na straży domu i broniąca go przed hitlerowcami, bolszewikami i wszelka inna zarazą. W pamięci została mi również postać syna (Miłosz Pietruski), małego, zaspanego chłopca, poruszającego się na ugiętych nogach, z poduszką przyciśniętą do głowy, bezkrytycznie zapatrzonego w Ojca, który snuł swoje metafizyczne rozważania.

Muzyka i oryginalna scenografia, sprawiająca, że widzowie czuli się jak podglądacze przykładający swe oczy do szpar w sztachetach płotu tego dziwacznego domostwa, dopełniały klimatu oglądanej historii.

Wkrótce refleksje aktorów Teatru trochę Innego i naszych partnerów z ŚDS w Tomaszkowicach. Póki co kilka zdjęć z tej wyprawy:



Czekamy w kuluarach Teatru PWST na rozpoczęcie przedstawienia - fot. Piotr Kubic photographs i Bartosz Tryboń.


01. Traktat o manekinach - oryginalna scenografia Julii Skuratowej - fot. Piotr Kubic photographs i Bartosz Tryboń.

02. Traktat o manekinach - Miłosz Pietruski jako Nie-Syn - fot. Piotr Kubic photographs i Bartosz Tryboń.

03. Traktat o manekinach - Rafał Gąsowski jako Manekin Ojca, Miłosz Pietruski jako Nie-Syn - fot. Piotr Kubic photographs i Bartosz Tryboń.

03. Traktat o manekinach  - Rafał Gąsowski jako Manekin Ojca, Dariusz Matys
jako Manekin Adeli, Miłosz Pietruski jako Nie-Syn - fot. Piotr Kubic photographs i Bartosz Tryboń.

 





Jan Molicki








sobota, 17 października 2015

Teksty literackie tworzone przez aktorów Teatru trochę Innego - część IV

Zapraszamy do lektury i spotkania ze światem trochę innym.... kolejne teksty:



/bez tytułu/

Pierwszy raz się wspinałem w Klubie Wspinaczkowym CWS Forteca na Racławickiej (który się mieści w starej kotłowni). Poszliśmy tam w ramach zajęć w WTZ-cie Prądnicka 10 (który się mieści w KZSO czyli Krakowskich Zakładach Sprzętu Ortopedycznego). Załatwił nam to nasz pracownik i Terapeuta Antoni "Tosiek" Zawadzki. A było to tak:

Pierwszym ŚDS-em założonym przez ChSON "Ognisko" (jak tylko wyszła ustawa o miejscach terapii), był otwarty przy ulicy Aleksandry 1, Klub Aktywności, w 1996. Później, jak poszliśmy pracować do wydawnictwa, które prowadzi "Ognisko", potrzebowaliśmy być gdzieś bliżej pracy. Więc "Tosiek" nam wydzierżawił WTZ, potem też ŚDS na Prądnickiej 10.
Na wspinaczkę chodziłem na nogach, przechodząc dwa, trzy przystanki. Autobus 130 jeździł i jeździ tam często, ale my woleliśmy te 1,5 km przejść na nogach w 18 min.
Byliśmy jeszcze na ulicy Czepca w Klubie Wspinaczkowym "ReniSport" (tak jak koleżanka Renata [a znam dwie Renaty; Renatę W i Renatę Ż; na obie wołaliśmy Renia]). Ale na Czepca to było za daleko. Na Racławickiej chciałem ubrać specjalne buty do wspinaczki, ale wszystkie były za małe. Próbowałem ubrać jeszcze inne buty. Potem próbowałem kupić takie buty, ale wszędzie były za drogie. Ja dostawałem na WTZ-cie 80-90 zł, a buty kosztowały 180 zł.
Wreszcie pasowały na mnie taty trampki sportowe. Ale powstał następny problem; ręce mi się ślizgały po kamolach - występach, które są na ściance. Jak tylko dostałem kieszonkowe z WTZ-tu kupiłem magnezję (taki talk, biały proszek jakiego używają lekkoatleci). Następny problem: w czym trzymać magnezję, kupioną w woreczku foliowym? Na wysokości nie da się wciąż trzymać woreczka, a druga się wspinać. Do kieszeni? Za duża. Jest wielkości dłoni. Poza tym musiałem być czysty. Co Powie Rodzina, jak przyjdę do domu z kieszeniami wypełnionymi magnezją? Więc musiałem kupić woreczek na magnezję, który się przypina do pasa. Kupiłem go, jak tylko dostałem kieszonkowe z Prądnickiej 10; woreczek za 30 zł i magnezję (wzór to chyba MgCO3 lub Mg(OH)2, a może MgO2), też za 30 zł.

Chciałem też kupić specjalną uprząż, ale była za droga. Więc nauczyłem się boulderingu; wspinania się bez uprzęży na małe wysokości (do 2-3 m.)





Paweł Kudasiewicz



Recenzja ze spektaklu

W dniu 24.04.2015, w ośrodku przy ulicy Teligi, zagościła u nas grupa teatralna, muzyczno-słowna, ze spektaklem pt. "Mówimy NIE - wszystkiemu, co złe".
W pierwszej scenie aktorzy zaprosili kilka osób z publiczności, i mnie też, na scenę. Odgrywaliśmy różne role, między innymi, jedna osoba była panią z dzieckiem, druga osoba staruszką, trzecia osoba kapitanem statku, a ja byłem w roli artysty.
Pierwsza scena opowiadała historię o tym, że staliśmy na przystanku i czekaliśmy na tramwaj. Nagle tramwaj przyjechał, i w tramwaju siedział pasażer (Maciek) i okazało się, że musiał ustąpić staruszce miejsca.
Druga scena opowiadała o lenistwie. Leń siedział na kanapie i nic nie robił.
Trzecia scena opowiadała historię o Jasiu i Małgosi, gdzie Jaś próbował jeść u Baby Jagi pierniki i się okazało, że nie poszedł do niej.
W ostatniej scenie aktorzy zaprosili terapeutów na scenę i wszyscy śpiewali piosenkę z tego spektaklu.
Bardzo mi się podobał ten spektakl.



Recenzję napisał Ireneusz Buchich de Divan








Mama


Już jako mały chłopiec miał problem z wymówieniem tego słowa. Tylko tego. Nie miał żadnego problemu z wymowa w ogóle. Wręcz można powiedzieć, że przejawiał pewne zdolności językowe. Pierwsze słowo wymówił w wieku 7 miesięcy. Było to imię psa, który pomyłkowo został kiedyś uznany za sukę i dlatego zyskał imię Lusia. Wkrótce okazało się, że to jednak pies, ale imię pozostało.

- Powiedz ma-ma – mówiła ta, która go urodziła. Ma-ma.

- Lu-sia – odpowiadał szczerząc się w bezzębnym uśmiechu.

- Ma-ma – nalegała, coraz bardziej zniecierpliwiona.

- Lu-sia – odpowiadał najpierw radośnie, potem z pewnym uporem, ale wraz ze zwiększającym się naciskiem – zamilkł.

I tak już zostało na kolejne lata. Jakoś tak manewrował, żeby nigdy nie wypowiedzieć tego słowa. Tak jakby od tego zależało jego życie. Jakby wymówienie tego słowa, miało spowodować nagłą i bolesna śmierć. Jeśli już musiał jakoś się wypowiedzieć, mówił bezosobowo. Albo używał obcego języka. W obcym języku jakoś dawał radę wypowiedzieć te różne słowa tak podobne, jednak inne: mather, mutter, madre, mamicka... Czasem wychodziły dziwne konstrukcje. Osiągnął pewną doskonałość w unikaniu tego słowa. Czasami sylabizował: my-a-my-a.


Uświadomiła to sobie leżąc na łożu śmierci.

- Ty nigdy nie powiedziałeś do mnie...

Była sama tak przejęta tym, co chce powiedzieć, że i ona zawahała się.

Patrzył na nią, gdy zamknęła oczy. Gdy została zakryta białym prześcieradłem.

Dopiero jego wargi bezgłośnie wypowiedziały to słowo, na które czekała cale życie, i na które się nigdy nie doczekała.

Odetchnął z ulgą. Nareszcie mógł mówić.

R.

poniedziałek, 12 października 2015

Rozpoczynamy nowy sezon teatralny 2015/2016

We wrześniu rozpoczęliśmy kolejny sezon teatralny. W zespole sporo zmian. Kilku aktorów zakończyło swoją współpracę z nami. To oczywiście przykry moment dla każdej grupy, ale z drugiej strony, to szansa na poznanie nowych artystów chcących dołączyć do nas. Przed Teatrem trochę Innym zupełnie nowy rozdział. Tak jak zawsze, pełni dobrej energii, podejmujemy kolejne wyzwania.
Na początek zaplanowaliśmy pokaz spektaklu pt. „Krótki traktat o wolności”. Przedstawienie zagramy 17.11.2015 roku (wtorek), o godzinie 19.00., w Teatrze Groteska, na Scenie Kopułowej. Spektakl zostanie zarejestrowany przez ekipę filmową, więc już teraz uprzedzamy wszystkich widzów, że obecność na pokazie będzie wiązała się z udzieleniem zgody na wykorzystanie swojego wizerunku w filmowym materiale z tego wydarzenia.
Bezpłatne zaproszenia można od teraz rezerwować pod adresem mailowym:
teatrkrakow1@wp.pl
Próby ruszyły pełną parą. Wszystkich, którzy chcą przekonać się, jaki będzie końcowy efekt naszej pracy, zapraszamy do Groteski.

 
17.11.2015 roku, o godzinie 19.00., zapraszamy do Teatru Groteska (ul. Skarbowa 2) na pokaz spektaklu pt. "Krótki traktat o wolności"



sobota, 27 czerwca 2015

Narodowy Stary Teatr - spektakl pt. "Kwestia techniki" - refleksje aktorów Teatru trochę Innego

Jak zwykle, wizyta w teatrze, wywołała różne refleksje i przemyślenia. Przeczytajcie, jak wspominają spektakl aktorzy Teatru trochę Innego:




"Niewiele zapamiętałam z tego przedstawienia, i nie bardzo kojarzę o czym to było. Pamiętam, że była taka scena przesuwania zastawek, które miały zamontowane magnesy. Te magnesy łączyły zastawki i aktorzy mogli je przestawiać w różne miejsca i zmieniać te połączenia.
W innej scenie, aktorzy otwarli duże okno i jeden z nich rozmawiał z przechodniami, którzy przechodzili ulicą. Namawiał ich, żeby weszli do środka na to przedstawienie."

  Katarzyna Stawarz






"Uważam, że to był bardzo dobry pomysł, żeby techniczni pokazali się na scenie. Ludzie często nie zdają sobie sprawy jak ważna jest ich rola, podczas każdego przedstawienia. Na tym spektaklu mogli wyjść z kulis i ze sceny opowiedzieć o sobie i swojej pracy." 

Monika Stanaszek




"Podobało mi się nawiązywanie kontaktu z publicznością. Techniczni, będąc na scenie, często zwracali się bezpośrednio do widzów, dzieląc się z nimi różnymi sprawami.
Zazdrościłam Monice [Monika Stanaszek z Teatru trochę Innego] odwagi, która zdecydowała się wejść na scenę i odebrać dzwoniący telefon. Prowadziła rozmowę z kimś ukrytym za kulisami i przekazywała usłyszane informacje całej publiczności.
Zaciekawiło mnie jak reagowali przechodnie, zagadywani przez jednego z aktorów. Byli zaskoczeni sytuacją i nie bardzo wiedzieli jak mają się zachować.
Zapamiętałam też scenę wyświetlaną na telebimie, w której towarzyszyliśmy ekipie technicznej jadącej na Scenę Kameralną znajdującą się na ulicy Starowiślnej. Był to ciekawy pomysł.
Zwróciłam też uwagę na to, że kiedy w jednej ze scen, techniczni opowiadali o bardzo dramatycznych wydarzeniach związanych z obsługą techniczną różnych spektakli, publiczność się śmiała. (czarny humor)"

R





"Zapamiętałem, że dzwonił telefon, który wjechał na scenę. Długo go nikt nie odbierał, aż w końcu odebrała go Monika z naszego Teatru. Podobała mi się zabawa filmowa z palcami i jak mówili o tym z czego się składa ubranie maszynisty w teatrze. Było to bardzo śmieszne. Cały spektakl bardzo mi się podobał i jestem zadowolony, że na nim byłem."



Ireneusz Buchich de Divan





 "Na początku na scenę, w stronę publiczności wjechał telefon na samochodziku. Monika [Monika Stanaszek z Teatru trochę Innego], która była z nami na widowni, odebrała ten telefon i rozmawiała z kimś. Okazało się, że to dzwonią aktorzy, którzy mieli grać to przedstawienie. Mówili, że się wstydzą wejść na scenę i Monika przekazała to wszystko całej publiczności.
Spektakl był dla mnie bardzo śmieszny. Na przykład kiedy aktor - maszynista przewracał się na materacu i wykonywał różne akrobacje. Muszę powiedzieć, że maszynista był bardzo sprawny.
W spektaklu chodziło o to, żeby przekazać publiczności, o co chodzi w teatrze, jak działa technika. Na scenę wjeżdża mechaniczna zabawka, ekrany się przesuwają w rytm muzyki. Skojarzyło mi się to metrem; kilka wagonów przesuwa się jednym rzędzie, jakby były sterowane joystickiem. Ale tak naprawdę sterowali nimi sami maszyniści.
Polecam każdemu, bo warto zobaczyć świat od strony kulis, od wewnątrz, tak jak widzą go technicy."

Tomasz Buczko






"Jak na początku dzwonił telefon na scenie i Monika [Monika Stanaszek z Teatru trochę Innego] go odebrała to pomyślałem, że to jest jej telefon. (zastanawiałem się skąd znali numer do niej).
Najbardziej podobał mi się aktor gaduła, który ciągle dużo mówił.
Podobały mi się sceny z prawdziwym aktorem. Jak go znieśli ze sceny, chociaż on nie chciał zejść. Uczono go też, jak technicznie przestawiać zastawki, a on ciągle źle to robił.
Zauważyłem też, że światło zmieniało się na zastawkach, na różne kolory, jak na koncercie Jean Michela Jarre.
Była też scena w której aktor pokazywał publiczności, w co jest ubrany każdy maszynista i rozebrał się wtedy do spodenek."




Paweł Kudasiewicz








"Podobała mi się scena, w której aktorzy rozmawiali z przechodniami oraz ta, w której prezentowane były na wybiegu, ubrania techników. Było wtedy dużo śmiesznych momentów." 



Gabriel Molicki



sobota, 20 czerwca 2015

Narodowy Stary Teatr - spektakl pt. "Kwestia techniki" - refleksje uczestników ŚDS Tomaszkowice

Tradycyjnie, wspólnie z nami, udział w teatralnych wyprawach biorą także uczestnicy z ŚDS w Tomaszkowicach. Publikujemy garść ich refleksji z wizyty w Starym Teatrze.



 
"Spektakl był inny niż wszystkie, które do tej pory zobaczyłam. Było pokazane jak przygotowuje spektakl obsługa techniczna i jak ogromną funkcję pełnią technicy. Gra aktorów była spontaniczna, naturalna i dynamiczna. Najbardziej utkwiła mi w głowie scena przemieszczania ruchomych ścian."
                
B. K.




"Najbardziej w spektaklu podobali mi się aktorzy."





 Sylwia Marosz






 
"Ta sztuka była rozrywkowa. Ruchy występujących mężczyzn były odpowiednie do muzyki. Rozbawiło mnie jak aktorzy przedstawiali jak wygląda sylwetka, ubiór maszynisty oraz jak przepraszali, że nie są prawdziwymi aktorami. Jak aktor przez okno zapraszał przechodniów na sztukę. To była sztuka inna niż te, które dotychczas widziałem."
                                 
Krzysztof  Piekarski

 


"Sztuka była inna, zaskakująca, oryginalna. Najlepszą sceną w tym spektaklu był motyw z taksówką. Zaczepianie z okna przechodniów przez aktora wywołało moje zdziwienie i zaskoczenie, bo w żadnej sztuce, którą widziałem nie było takiej sceny. Zaskoczyło mnie , że ktoś z widowni odebrał długo dzwoniący telefon. Po obejrzeniu sztuki dostrzegłem, jak ważną role pełnią technicy przy przygotowaniu przedstawienia."
                 

 Marcin Stanak




"Ze spektaklu zapamiętałem jak na początku dzwonił telefon, było ciemno, Pani ze Stowarzyszenia Skrzydła odebrała ten telefon. Pamiętam ruchome ściany, scenę z taksówką jak mężczyźni jechali w pośpiechu do studia, śmiesznie sobie gadali. Sztuka była luzacka. Prawdziwy aktor, który wszedł na scenę nie nauczył się obsługi ruchomych ścian."


Krzysztof Gołąbek





sobota, 13 czerwca 2015

Nasza kolejna wizyta w teatrze - Narodowy Stary Teatr - spektakl pt. "Kwestia techniki"

Tym razem Stary Teatr zaproponował widzom zaskakującą zamianę ról. Na scenie pojawili się maszyniści i technicy, na co dzień ukryci w kulisach i maszynowniach, a ich asystentem został zawodowy aktor. O niebo lepiej poradzili sobie w tej sytuacji ci pierwsi. W sposób szczery i bezpretensjonalny, odkryli przed widzami swoje pragnienia i wrażliwe dusze. Siedząc na widowni, przekonałem się, że są to ludzie z dużym poczuciem humoru i zdrowym dystansem do samych siebie. Nie są bezdusznymi trybikami ustawiający dekoracje, światła i dźwięk. Chcą, aby choć raz wyjść z cienia, pokazać siebie, swoje talenty i kunszt. Trzeba przyznać, że wykorzystali znakomicie swoje "5 minut". Podziwiałem precyzyjny taniec z zastawkami, rozmowę dłoni, czy pokaz sprawności, jakiej wymagało ustawienie dwóch dekoracji, do dwóch różnych spektakli, granych w dwóch różnych miejscach. Myślę, że nie muszą się martwić o to, czy uda się im stworzyć scenariusz do sztuki, którą by mogli zagrać. Zagrali siebie samych, i to okazało się najlepszym rozwiązaniem.
A aktor?…. no cóż… nie bardzo udało mu się wyjść z roli gwiazdy scenicznej. Poklepując protekcjonalnie po plecach głównych bohaterów tego wieczoru, puszczał oko do widowni, że tak naprawdę, to tylko taki żart i jutro wszystko wróci do normy. Ja, w każdym razie potraktowałem tę historię całkiem poważnie…

W kolejnym poście ocenią spektakl aktorzy Teatru trochę Innego oraz nasi partnerzy z ośrodka w Tomaszkowicach. 


 

"Kwestia techniki" - fot. arch. Starego Teatru

"Kwestia techniki" - fot. arch. Starego Teatru
"Kwestia techniki" - fot. arch. Starego Teatru


"Kwestia techniki" - fot. arch. Starego Teatru


sobota, 16 maja 2015

Teksty literackie tworzone przez aktorów Teatru trochę Innego - część III

Zapraszamy do lektury i spotkania ze światem trochę innym.... kolejne teksty:


bez tytułu
(wprawka literacka ze słowem "Kraków")


Kraków niesamowicie sprzyja gubieniu się wśród zakamarków nieznanych uliczek. Jest w tym jednak coś naprawdę wyjątkowego – pomimo braku orientacji co do swojego położenia, nie odczuwa się absolutnie żadnego strachu, a jedynie fascynację nowo odkrytym miejscem.



P.





bez tytułu

Ja w ubiegłym tygodniu robiłem w robocie w rękawiczkach i w masce, i wszyscy mieli ubaw i zabawę, bo wyglądałem jak chirurg albo dentysta.



Marcin Kardacz







bez tytułu

W lutym zdarzyła się sytuacja:
Koleżanka przeczytała w klubie „Babicza” słowo z „Wariata i zakonnicy” Witkiewicza:
„rekon – wale – s – centa”
Kolega spytał: czy ona wali z centa?
Ja parsknąłem śmiechem, terapeutka wyrzuciła mnie za drzwi (pomyślała, że śmieję się, że koleżanka duka, czytając to słowo)
Wszyscy zara zapomnieli o wszystkim, zresztą wyrzuciła mnie tylko na chwilę, bo zara była przerwa śniadaniowa.
Wysłałem to koledze, Tomkowi Mikulskiemu sms-em – obraził się. Trwało to miesiąc i dopiero w tym tygodniu się pogodziliśmy.
A pani Alina Nowaczek ze wspólnoty „Bystrzaki” do dziś jest obrażona.
Morał jest taki: jak ludzie różnie reagują.
Kolega powiedział coś głupiego, z czego ja i aktorzy z Teatru trochę Innego się śmiejemy, terapeutka się zdenerwowała, a niektórzy ze wspólnoty „Bystrzaki” są do dziś obrażeni.
I chyba się jutro pogodzimy, albo dopiero po Wielkanocy.


Paweł Kudasiewicz










bez tytułu

Monika Arasimowicz mieszka w Krakowie, przy ulicy Juliusza Lea.
W domu fajnie jest; chodzimy na spacery z pieskiem, który nazywa się Nero. Sprzątam, gram na komputerze, robię jajecznicę. Wyrzucam śmieci, chodzimy na zakupy.


Monika Arasimowicz





"Opowiadanie o nowym ośrodku"

W dniu 10 marca 2015 roku, o godzinie 15.00 odbyła się impreza pożegnalna w starym ośrodku, który znajdował się przy ulicy Kolejowej 22, ze względu na przeprowadzkę do nowego lokalu, który znajduje się przy ulicy Teligi 26 B. Ten nowy ośrodek znajduje się przy Spółdzielni Mieszkaniowej. W następnym dniu po imprezie pożegnalnej w starym ośrodku odbyło się pakowanie rzeczy do przeprowadzki. W następnym tygodniu po pakowaniu i po remoncie nowego ośrodka, zaczęliśmy już uczęszczać do nowego lokalu i odbyło się sprzątanie i przemeblowanie.
W tym nowym ośrodku znajduje się dużo pracowni, na przykład takich jak: pracownia komputerowa, ceramiczna, ogrodnicza i kuchnia. Oprócz pracowni znajdują się tu cztery toalety.





Ireneusz Buchich de Divan







 bez tytułu
(wprawka literacka ze słowem "dziewica")


Obudził się rano, już strasznie zmęczony.
po mszy niedzielnej był trochę wstawiony,
lecz na plebanii usiadł przy kominku
i wypił z kościelnym jeszcze po drinku.
A dzisiaj, w ranek poniedziałkowy,
próbuje powstrzymać ból  starej głowy.
I wstając z łóżka, jeszcze w sutannie,
zaczyna zmierzać ku zbawczej wannie,
z gorącą wodą, co zmysły powraca.
Jednak na korytarzu prawie się przewraca
i w pustej butelce widzi swoje lica.
O Boże Święty i Maryjo Dziewico!
Trzeba mi było iść na bankiera,
a ja się głupi, pchałem do klera.......


 

G.





sobota, 25 kwietnia 2015

Teksty literackie tworzone przez aktorów Teatru trochę Innego - część II

Publikujemy nowe teksty stworzone przez aktorów Teatru trochę Innego. Jak się przekonacie, to istna mozaika stylów, form i gatunków. O taki efekt, niczym nie skrępowanej twórczości, nam chodzi. Kolejne utwory już wkrótce....




"Chodzę na warsztaty i mieszkam w Hucie. Lubię chodzić do teatru na występy i lubię haftować serwetkę"




Monika Arasimowicz







"Iść na Reymonta"

Iść, ciągle iść na Reymonta
Na Reymonta, tam Wisełka będzie grać
Być, ciągle być, być na meczu
Oczami kibica oglądać mecz

W kolorach trzech kupić szalik
W kolorach trzech powiewa cały stadion

Mieć, ciągle mieć kibica kartę
Strzelać, ciągle strzelać, strzelać bramki
Patrzeć jak wrzawa na trybunach się podnosi
W kolorach trzech powiewają szaliki

Iść, ciągle iść, iść do domu
Na TV oglądać mecz

Paweł Kudasiewicz






"Piękny"

Nagle zobaczyła pięknego motyla

Monika.



Do Teatru "Trochę Inny"
chodzą chłopcy i dziewczyny
Czasem bywa super frajda,
Jak Pan Jan żarciki nam opowiada

Tomek, Marcin i Konrad,
aktorami są od lat ....,
jak wymyślą coś fajnego
zaraz zepsują i nic z tego !!!!!!

Kasia, Paweł i Monika,
Mają na tle teatru - bzika.
Wszystkim dyrygują,
Sami też ciężko pracują !!!!!

My spektakle przedstawiamy
oraz inne oglądamy.
Dużo przez to się uczymy,
By być aktorami dobrymi - 
                            TEGO  CHCEMY.


Marcin Staszczak




sobota, 18 kwietnia 2015

Pierwsze teksty literackie aktorów Teatru trochę Innego

Od dawna myśleliśmy o rozpoczęciu pracy literackiej z aktorami Teatru trochę Innego. Ich oryginalne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość, język którym się posługują opisując świat i wreszcie bagaż doświadczeń, dla nas niedostępny, to niezwykle cenne zasoby, które warto wykorzystać. Byliśmy ciekawi tekstów, które mogłyby powstać.
Dlatego postanowiliśmy wygospodarować nieco czasu na naszych próbach i uruchomiliśmy warsztaty literackie. Poszukiwaliśmy skojarzeń słownych, rozwijaliśmy krótkie opowiadania, dopisując kolejne rozdziały zaproponowanych historii. Praca nie kończy się po próbach. Aktorzy piszą kolejne teksty, już samodzielnie i dzielą się nimi na kolejnych spotkaniach. Wszystkie skrupulatnie archiwizujemy i w przyszłości, na ich bazie, chcemy przygotować spektakl teatralny.
Będziemy sukcesywnie udostępniać próbki tej twórczości na blogu a także na profilu facebookowym. Zapraszamy do lektury i spotkania ze światem trochę innym....
Na początek kilka pierwszych propozycji:

 Jan Molicki






"Bycie osobą niepełnosprawną nie jest łatwe. Wiem coś o tym, bo sam nią jestem." 



Marcin Kardacz








 "Podłoga"
 
Odkurzałam wszędzie, myłam podłogę i sprzątałam.





Katarzyna Stawarz







 "Kartofle"

W domu na obiad jadłem kartofle czyli ziemniaki z kotletem






Ireneusz Buchich de Divan

 





 "Tablica korkowa"
 
Na tablicy korkowej, w wolnych chwilach, budują się zdania.



Konrad Gastoł 


 
 
 

sobota, 21 marca 2015

Wyprawa na spektakl pt. "Plan B" w wykonaniu aktorów Teatru Compagnie 111 - refleksje uczestników

"Plan B" wywołał też duże emocje wśród aktorów Teatru trochę Innego. Dyskusja o tym, co zobaczyli i co szczególnie zapamiętali była długa i dość burzliwa. Dotyczyła nie tylko tego konkretnego spektaklu, ale także kwestii bardziej uniwersalnych, odnoszących się w ogóle do zjawiska teatru i jego istoty. Głos mają aktorzy Teatru trochę Innego:


"Podobało mi się, jak aktorzy bez przerwy zsuwali się ze ściany i ciągle wchodzili do góry i tak w kółko. Później żonglowali małymi piłeczkami, po prostu grali z nimi i też między sobą. Ogólnie to mam wątpliwości, czy to przedstawienie było dla mnie interesujące."




Katarzyna Stawarz





"Na początek muszę powiedzieć, że chciałbym poznać, jak powstały te konstrukcje zbudowane do tego przedstawienia. Co do teatru w ogóle, to jedne przedstawienia mi się podobają, a inne nie. Po co na przykład gość siada na rowerze z przyczepionymi głośnikami i jeździ wkoło Rynku Głównego? (nawiązanie do performance'u realizowanego na Festiwalu Teatrów Ulicznych w Krakowie). Może chodziło mu o nawiązanie kontaktu z publicznością?
Teraz, jeśli chodzi o spektakl pt. "Plan B". Przeszkadzało mi, że nie wiedziałem jakie są zasady rywalizacji między postaciami. W czasie wspinaczki używali podpórek w formie kwadratów. Natomiast zaskoczyło mnie, że jakieś inne dodatkowe elementy, będą się ze ściany wysuwać. Nawet z początku nie zauważyłem tego.
Zapamiętałem też, że jeden aktor miał kostium (taki specjalny jakby kombinezon) z rzepami w różnych miejscach. Dzięki temu nie spadał i mógł się przesuwać w górę po ścianie. Dotarł na samą górę i siedział na konstrukcji. Nie rozumiałem, po co tam siedzi. Być może chciał pokazać, że ta konstrukcja jest stabilna.
Myślę, że raczej nie był to wyścig, kto z nich będzie szybszy. Ku czemu miałoby to być? Prawdę mówiąc, nie wiem, o czym było to przedstawienie. Może chcieli się popisać swoimi umiejętnościami? 
Można było coś innego zrobić. Tak na przykład, jak w naszym spektaklu pt. "Bez słów"; zamiast stać na podłodze i gadać przez godzinę, pokazać zmianę przestrzeni.
Przedstawienie pt. "Plan B", to był trop teatru, którego ja nie znam i do tej pory nie poznałem. Można powiedzieć, że to takie inne widzenie teatru.
Miałem dużą ochotę spróbować wspiąć się na tę konstrukcję. Jakie oni musieli mieć silne ręce, żeby się tam utrzymać!"


Konrad Gastoł 






"Więc tak: ja osobiście lubię chodzić do teatru. Trudno mi odpowiedzieć, po co chodzę do teatru. To tyle, co chciałem powiedzieć" 




Ireneusz Buchich de Divan






"Spektakl przypominał mi występ w cyrku. Były akrobacje cyrkowe, scenki z życia przedstawione w akrobatyczny sposób. Zapamiętałem walkę w stylu karate w powietrzu, domek który powstał ze ściany, obraz kosmosu (gwiazd) i żonglowanie piłeczkami.
Jeśli chodzi o ciekawe sceny to były to:
1. Aktor nie mógł się wspiąć na szczyt ściany. Wtedy wpadł na pomysł, aby polizać sznurki. Dopiero to pomogło mu dostać się na górę.
2. Aktor, który miał na sobie kombinezon z rzepami, w pewnym momencie próbował się z niego uwolnić, wysunąć się z niego. Wyglądało to tak, jakby jakaś poczwarka uwalniała się ze swojego kokona.
3. Solówka na żywo, grana na gitarze z gatunku fado lub flamenko. O ile się nie mylę, to był utwór Jose Gonzaleza i przypomniała mi się reklama z tą muzyką (telewizorów sony z milionami kolorowych piłeczek)

Jeśli chodzi o to, o czym był ten spektakl, to wydaje mi się że chodziło o wyścig szczurów. Najbardziej skojarzyło mi się to z maklerami w krawatach, którzy idą po trupach do przodu, żeby być lepszym od innych.
Pokazana też była rutyna życia. Że ciągle trzeba robić te same rzeczy.

Chciałbym też wypowiedzieć się do tematu, o którym mówił Konrad; o teatrze. Można go porównać do lekcji historii na przykład. Nie można jej dotknąć, zobaczyć ani posmakować. Tak samo jest z przedstawieniami teatralnymi. Nie zawsze możemy o nich łatwo opowiedzieć, tak jak o innych rzeczach."




Paweł Kudasiewicz 





" Zafascynował mnie obraz z rzutnika, wyświetlony na całej przestrzeni i na ekranie. Były to różne symbole i cyfry, jak z Matrixa. Bardzo interesujący był też efekt, jak aktorzy oświetleni reflektorami, rzucali cienie na tło.
Bardzo ciekawa była scena, w której dwóch aktorów było połączonych deską. Grali między sobą białymi piłeczkami, wykonując przy tym różne trudne akrobacje.
Wszystko rozgrywało się na równi pochyłej. Różne elementy wysuwały się z tej ściany i znikały, pojawiały się też różne otwory i drzwi. Aktorzy cały czas próbowali wejść po płaszczyźnie na samą górę.  Zauważyłem, że jeden z aktorów, tak się bał wchodzić, że aż mu nogi drgały ze strachu. Inny pomógł sobie przy wchodzeniu, specjalnymi ssawkami magnetycznymi.
Zapamiętałem też scenę, w której aktor w kombinezonie z rzepami, próbował odrywać się od dywanu rozciągniętego na powierzchni ściany.
Jeśli chodzi o dyskusję o teatrze, to chcę powiedzieć, że teatr chłonie się wzrokiem, ale też czasami wszystkimi innymi zmysłami, nawet dotykiem, kiedy jest na przykład wspólny taniec z aktorami."


Tomasz Buczko





sobota, 7 marca 2015

Wyprawa na spektakl pt. "Plan B" w wykonaniu aktorów Teatru Compagnie 111 – Aurélien Bory z Tuluzy (Francja)


27.02.2015 zasiedliśmy na widowni Studia Telewizyjnego S3 Ośrodka Telewizji Kraków w Łęgu. To właśnie tam, czterech aktorów Teatru Compagnie 111 z Tuluzy (Francja) zaprezentowało spektakl pt. "Plan B", wymyślony i stworzony przez dwóch artystów; Auréliena Bory oraz Phila Soltanoffa.
Wszystko rozgrywa się na zajmującej całą przestrzeń równi pochyłej. Czterech bohaterów w nienagannie białych koszulach i idealnie skrojonych garniturach, niczym współcześni Syzyfowie stara się osiągnąć szczyt. Nie jest to proste, bo ściana kryje w sobie wiele pułapek i często zmienia swoją przyczepność i kąt nachylenia, aż w końcu staje się pionowym, wysokim murem. Mężczyźni nigdy nie rezygnują z podejmowania kolejnych prób okiełznania niesfornej ściany, prezentując niemal magiczne umiejętności akrobatyczne. 
Nawet, kiedy na scenie pojawiają się białe piłeczki kojarzone z zabawą i rozrywką, aktorzy traktują je jak nowe wyzwanie do rywalizacji i perfekcyjnego działania. W końcu uwalniają się spod działania siły grawitacji i swobodnie lewitują w powietrzu. Czy to był właśnie ów tytułowy plan B? Odpowiedzi musi sobie udzielić każdy widz...
To tyle moich krótkich refleksji po obejrzeniu tego widowiska. Znów potwierdziła się zasada, którą wyznajemy w naszym Teatrze. Zawsze warto na chwilę zanurzyć się w świecie fantazji i zapomnieć o otaczającej nas rzeczywistości. Obrazy wyczarowane przez aktorów Teatru Compagnie 111 zostaną na długo w mojej pamięci....



Teatr Compagnie 111 - spektakl pt. "Plan B" - fot. Krzysztof Rzepecki



Teatr Compagnie 111 - spektakl pt. "Plan B" - fot. Krzysztof Rzepecki



Teatr Compagnie 111 - spektakl pt. "Plan B" - fot. Krzysztof Rzepecki




Teatr Compagnie 111 - spektakl pt. "Plan B" - fot. Krzysztof Rzepecki

 







Jan Molicki