wtorek, 30 grudnia 2014


Czas mija szybko, a kalendarz nieubłaganie wskazuje, że rok 2014 przeszedł do historii. Rok bardzo intensywny i owocny dla Stowarzyszenia i Teatru trochę Innego. Pokaz spektaklu "Billy Kaleka" w Łodzi, pokaz premiery "Krótkiego traktatu o wolności" na Małym Rynku w Krakowie, wyjazd do Bratysławy, wizyty w Starym Teatrze i w STU, praca na warsztatach i próbach. Komentarze i refleksje aktorów mogliście poznawać na bieżąco, śledząc publikowane wpisy. Wkrótce zamieścimy podsumowanie naszych ubiegłorocznych działań. Póki co, przesyłamy linki do materiałów związanych z realizacją zadania "Lekcje teatru - lekcje życia - 2014", które zamieściliśmy na koncie Teatru w serwisie You Tube:

można zobaczyć dwa filmy; krótką relację z występu na Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Ulicznych 27ULICA:

oraz filmowy zapis spektaklu pt. "Billy Kaleka":

"Billy Kaleka" został skopiowany na płytach DVD. Jeśli ktoś chciałby otrzymać od nas płytę z tym materiałem, prosimy o kontakt na adres mailowy:
teatrkrakow1@wp.pl
Zapraszamy do "kina" i życzymy pozytywnych emocji na "seansach".



Jan Molicki

sobota, 20 grudnia 2014

Teraz czas na "Tomaszkowice" - spektakl "Firma dziękuje" w opiniach uczestników ŚDS



Tak jak już informowaliśmy, 04.12.2014, tuż po powrocie z Bratysławy, wybraliśmy się z całą ekipą Teatru trochę Innego oraz naszymi wspólnikami z ŚDS Tomaszkowice, do Teatru STU, na sztukę Lutza Hübnera pt. "Firma dziękuje". Po opublikowaniu refleksji aktorów Teatru trochę Innego, kolej na recenzje uczestników z Tomaszkowic:



Dla mnie sztuka była nudna, chociaż miejscami śmieszna, co jest na plus. Aktorzy bardzo dobrze grali, a szczególnie podobała mi się rola młodej Mayumi, której zachowanie przypominało zachowanie idiotki-dziecinnej, słodkiej.

Marcin S.
         



Mnie sztuka bardzo zainteresowała, najbardziej rozbawiły mnie sceny komediowe odegrane przez młodą  Mayumi z Krusensternem. Najciekawiej według mnie grał Piotr Cyrwus.

Krzysztof  P.






Bardzo mi się podobał spektakl. Wspaniali aktorzy, dobrze znani. Sztuka godna polecenia, dla tych którzy żyją w zwariowanym świecie zawodowym, gdzie wciąż trwa walka o stanowisko.
 
          B. K.





Spektakl podobał mi się. Największe wrażenie wywarł na mnie aktor w garniturze - Krusenstern. Sceny były śmieszne.




Krzysztof Gołąbek










sobota, 13 grudnia 2014

Wspomnienia aktorów Teatru trochę Innego z wyprawy do Teatru STU na spektakl pt. "Firma dziękuje"



04.12.2014, tuż po powrocie z Bratysławy, wybraliśmy się z całą ekipą Teatru trochę Innego oraz naszymi wspólnikami z ŚDS Tomaszkowice, do Teatru STU na sztukę Lutza Hübnera pt. "Firma dziękuje".
W mojej opinii żywy, dynamiczny spektakl, choć momentami ta karuzela zdarzeń była nieco nużąca. Główny bohater budził moją sympatię i cały czas byłem po jego stronie. Tym bardziej że wcielił się w niego Piotr Cyrwus, udowadniając, że "Rysiek z Klanu" niejedno ma imię i niejedno potrafi. Zdezorientowany, wciągany w niejednoznaczne sytuacje, nie potrafił zapobiec totalnej destrukcji swojego pedantycznego i poukładanego świata. 
Tak więc, niczym w lustrze, odbiły się w losie Krusensterna, moje własne lęki przed światem elektronicznych gadżetów i korporacyjnych mafii. Po wyjściu z teatru naszło mnie kilka gorzkich refleksji, ale i nadzieja, że świat sztuki broni się jeszcze dzielnie przed atakiem cyberprzestrzeni. Wszystkiego dobrego na Święta, panie Krusenstern....
Jan Molicki


Jak wspominają spektakl uczestnicy? Oto garść spisanych na gorąco oryginalnych refleksji:



Podobała mi się gra pani Doroty Segdy i pana Piotra Cyrwusa. Zapamiętałam scenę, gdy główny bohater leżał na przygotowanym wcześniej stole, jakby na podwyższeniu na trumnę. Wyglądał jakby umarł, a dziewczyna chodziła wkoło niego i ciągle coś do niego mówiła. To była dla mnie mocna scena, przypominała mi pogrzeb.

Katarzyna Stawarz







Spektakl był bardzo fajny i mam wiele rzeczy do powiedzenia na jego temat. Miał mnóstwo wątków związanych z pracą:
1. Po pierwsze był o wyrzucaniu z pracy. (faceta wyrzucono na zbity pysk!!) Dobrze pokazano mieszane uczucia związane z odejściem z pracy. 
2. Po drugie o tym, jak założyć dobrą firmę. Generalnie były zderzone dwa sposoby prowadzenia interesu: młodzi/starzy. Starzy (Krusenstern) byli w mniejszości.

Bardzo utkwiła mi bardzo w pamięci scena, w której John Hansen domagał się przeprosin, mówiąc wiele razy: "Proszę go natychmiast przeprosić", gdy Krusenstern uderzył brutalnie Sandora Mayera.

Co do kostiumów to zapamiętałem, że aktorzy przebierali się, ubierając peruki, buty kowbojskie i okulary. Wydaje mi się też, że były sztuczne szczęki (he, he, he).

Na koniec chcę powiedzieć, że zwróciłem uwagę na to, że wszystko cały czas filmowała kamera (widziałem ją bardzo dobrze).
Tomasz Buczko




Fajny był spektakl. Pamiętam jak pracownik dostał kwiaty na pożegnanie. To było bardzo ładne zachowanie i dobrze to się oglądało. Podobało mi się też, jak wszyscy aktorzy tańczyli na imprezie firmowej.

Najmocniejsze sceny to były wtedy kiedy pracownik uderzył kierownika oraz kiedy pracownik leżał na stole jak w trumnie.


Ireneusz Buchich de Divan






Spektakl był o tym, jak gościa wywalili z roboty. Zrobili to tak, jakby na siłę, z zaskoczenia (zaskakujące zwolnienie). On był tego wszystkiego nieświadomy. Przyszedł do firmy, jakby był to normalny dzień (niespodziewane zwolnienie!)

Pracownik nie chciał się zgodzić na nowe prowadzenie firmy. Ale nie wiedział też, czy jak się przystosuje do "nowego", nie zostanie zwolniony. Był przez to wszystko zagubiony; zwalniali go, potem przyjmowali na nowo. Był zdezorientowany.

Pracownika grał Piotr Cyrwus, aktor z serialu "Klan". Pierwszy raz go widziałem w teatrze na żywo. Całkiem inny chłop! Z twarzy. Ogólnie, nie przypominał tego z "Klanu". Głównie się na nim skupiłem, bo pamiętałem go z tego serialu. (oglądałem jako dziecko)

Chciałem jeszcze powiedzieć, że aktor grający Sandora Mayera miał długie włosy, o niespotykanym w Polsce, kolorze.

Konrad Gastoł



Moją uwagę najbardziej zwróciły ruchy aktorów, gestykulacja, gwałtowność ruchów. Również czas przedstawienia, to znaczy jego długość (był długi).

Zauważyłem też, że były tłumaczenia z języka niemieckiego. Obsada aktorska na wysokim poziomie (wielu dobrych aktorów)

W sumie chcę powiedzieć: podobał mi się spektakl.

Krzysztof Hajdo






Najpierw chcę powiedzieć o tym, że pierwsza i końcowa scena zrobiona była tak, że widzieliśmy obraz z kamery, jako zwielokrotnione odbicie na drzwiach i ścianach. Kamera przekazywała obraz jakby z wnętrza pryzmatu.

Spektakl był o tym, że głównego bohatera - Krusensterna, chciano wytrącić z równowagi. Na przykład przebierali się i zakładali ciemne okulary. W przebraniach przypominali piosenkarzy (np. Georga Michaela). John Hansen w tych okularach skojarzył mi się z Jeanem Reno z "Leona Zawodowca", Robertem De Niro z "Taksówkarza" i innymi znanymi rolami aktorskimi.

Krusenstern czuł się olewany przez wszystkich.

p.s.
myślałem, że ten aktor, który ma długie włosy, jest kobietą.

Paweł Kudasiewicz




Główny bohater nie był ani na "urlopie", ani też nie był to jego zwykły dzień pracy. Krusenstern był sprawdzany, testowany, czy nadaje się do nowej firmy. Pozostali współpracownicy bawili się z nim.

Spektakl miejscami był przewidywalny, niektóre elementy były niepotrzebne, np. beatbox jednego z aktorów.

Gabriel Molicki






Uważam, że spektakl był komediowy, wesoły. Na przykład zapamiętałem, że były tańce. Najbardziej utkwiło mi jednak to, jak pracownik uderzył kierownika.

Nie podobała mi się scena jak Krusenstern zaczął się rozbierać, zachowywał się groźnie wobec aktorki. W końcu dziewczyna uciekła.

Ogólnie spektakl mi się podobał.
 
Marcin Staszczak








poniedziałek, 8 grudnia 2014

VIII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Bezdomnych ERROR - 2014 w Bratysławie w opinii aktorów Teatru trochę Innego



Fajnie było. Podobał mi się chłopak, który grał w spektaklu pt. "Iwa Pele", zespołu ze Słowenii "Carnium Legendarium". Ubrany był w białą tunikę i czapkę. Drugą rzeczą, jaka mi się najbardziej spodobała, to był występ z bębnami na zakończenie festiwalu.
Grało mi się bardzo dobrze. Wypełniałam swoje zadania, które ćwiczyłam na próbach. Miałam dobrą współpracę na scenie z Gabrysią. To co było trudne, to to, że było ciasno. Nie tak jak u nas na próbach, które mamy na dużej sali.
Katarzyna Stawarz





Jestem zadowolony z mojego występu. Dobrze mi się grało!

Cały wyjazd był fajny, mieszkaliśmy w pokoju 8-osobowym. Podobały mi się wszystkie spektakle, ten ostatni też (pokaz przygotowany przez gospodarzy Festiwalu - Teatr "Divadlo bez domowa" - praktyczna prezentacja metody Theatre Forum, prowadzona przez "Jokera" Patrika Krebsa).

Bardzo podobało mi się, kiedy tańczyłem do muzyki granej na bębnach, na koncercie, który był na zakończenie całego Festiwalu.  
Irek Buchich de Divan 





Wyjazd bardzo udany, uważam. Szczególnie fajny był nasz pokój w hostelu, chociaż nieprzyjemna była tam jedna recepcjonistka. Ogólnie było bardzo fajnie.

Dobrze mi się grało w naszym spektaklu. Dostałem jakieś ładne brawa, konkretnie dla mnie, od jednej dziewczyny  na widowni. Bardzo mi się ona spodobała.

Spektakl naprawdę dobry, z tego co wiem. Uważam, że powinniśmy dostać złoty medal.

Tomasz Buczko




Najbardziej utkwił mi w pamięci koncert bębniarski z tańcami, na zakończenie Festiwalu. Było bardzo głośno, ale dla mnie to nie miało znaczenia. Lubię jak jest głośno. Ten cały występ z bębnami był bardziej grany pod młodzież. Oni lubią głośną muzykę. To, co mi się nie spodobało, to to, że Patrik Krebs wyciągnął mnie siłą na scenę.

Co do spektakli, które widziałem, to większość była fajna, ale część była dziwna, nie w naszym klimacie.

Ostatni spektakl (pokaz przygotowany przez gospodarzy Festiwalu - Teatr "Divadlo bez domowa" - praktyczna prezentacja metody Theatre Forum, prowadzona przez "Jokera" Patrika Krebsa) nie był dla mnie nudny.

Utkwiła mi w pamięci restauracja hinduska, w której jedliśmy obiad, w drugim dniu Festiwalu i nasz spacer po Bratysławie w niedzielę. 
Bratysława jest taka zachowana w starym stylu. Mało gdzie był asfalt, tylko wszędzie starodawne kamienie. Ona ma taki klimat: nie zmieniają niczego na nowe, ale zabezpieczają stare kamienice tak, żeby się nie rozpadły.

Konrad Gastoł




Wszystko było fajne. Podobał mi się szczególnie Teatr Uciśnionych. (pokaz przygotowany przez gospodarzy Festiwalu - Teatr "Divadlo bez domowa" - praktyczna prezentacja metody Theatre Forum, prowadzona przez "Jokera" Patrika Krebsa) Trochę był fajny, ale też trochę za długi.

Co do naszego spektaklu, bardzo dobrze mi się grało, zważywszy na to, że to był pierwszy mój występ. Ufam, że jeszcze będę mógł zagrać w kolejnych pokazach.




Krzysztof Hajdo



Podobały mi się naleśniki. (na Rynku w Bratysławie kupowaliśmy sobie różne wyroby regionalne, między innymi naleśniki) Smakowały mi jabłkowe i z makiem. Pamiętam też hinduską restaurację (obiad w drugim dniu Festiwalu) Potem poszliśmy do Divadla bez domowa na dalszą część Festiwalu. Zaskoczyła mnie trasa którą szliśmy (naszym przewodnikiem była Katka, wolontariuszka która "opiekowała się" nami z ramienia organizatorów). Zupełnie nagle znaleźliśmy się pod Teatrem, a ja myślałem że jest jeszcze daleko.

Podobało mi się, że w tym pałacu w którym odbywał się Festiwal, przechodziło się od razu do sali, gdzie były obiady i kolacje. Można było sobie nalewać "Christmas Punch". (napój przygotowany przez organizatorów, nalewany ze specjalnego pojemnika do którego dodawało się susz owocowy) Był bardzo dobry, ale trochę za kwaśny.

Pamiętam ostatni spektakl (pokaz przygotowany przez gospodarzy Festiwalu - Teatr "Divadlo bez domowa" - praktyczna prezentacja metody Theatre Forum, prowadzona przez "Jokera" Patrika Krebsa) zakończony koncertem bębniarskim. W czasie prezentacji włączyłem się do dyskusji, którą prowadził Patrik. Powiedziałem mu, że w Bańskiej Bystrzycy działa teatr Divadlo z Pasaźe, a w Pradze organizacja Inventura oraz o pani Pilatovej, która prowadzi swoje warsztaty teatralne. On tego nie zrozumiał i wyniknęło z tego pewne nieporozumienie.

Jeśli chodzi o nasz występ, to wszystkim się dobrze grało ze wszystkimi.
Jeśli chodzi o mnie, nie wiedziałem, czy jak podejdę do konkretnej osoby i będę ją budził, to mam jej patrzeć na twarz, czy na całą osobę. Ale dobrze mi się grało.

Paweł Kudasiewicz




Strasznie spodobała mi się Katka, nasza wolontariuszka. Mmmmm.... była bardzo fajna.

Spektakl grało mi się dobrze. Grałem z "Dużym" Tomaszem, nosiliśmy stoły i inne rzeczy. Pan Jan też był w porządku. Jestem zadowolony z wyjazdu.






Tomasz Pachel




Podobał mi się hostel, w którym mieszkaliśmy, nasz pokój też. 

Podobały mi się wszystkie teatry, które widzieliśmy. Szczególnie koncert na zakończenie z tańcami. Ubawiłem się tam.

Podobały mi się też inne rzeczy:
1. Że chodziliśmy przez Bratysławę, od hostelu do pałacu i z powrotem
2. Restauracja hinduska w której jedliśmy obiad
3. Niedzielny spacer po Bratysławie
4. Nasza sztuka

Nasz spektakl oceniam jako superowy. Wprawdzie zasnąłem na nim na chwilkę, ponieważ bardzo bolały mnie dziąsła. Ale tak poza tym, dobrze mi się grało z Marcinem Kardaczem oraz Moniką. Bardzo mi się podobało miejsce w którym graliśmy. (sala teatralna w Pisztoryho Palaci przy Stefanikovej 25, w Bratysławie)

Marcin Staszczak





sobota, 6 grudnia 2014

VIII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Bezdomnych ERROR - 2014 w Bratysławie


Festiwal ERROR za nami. Bardzo intensywne dwa dni. Kilka ciekawych spektakli, oryginalni uczestnicy, specyficzna, ale bardzo przyjazna atmosfera, energetyczny dyrektor; Patrik Krebs. Wszystko odbywało się we wnętrzach starego, ogromnego pałacu w centrum Bratysławy, przy ulicy Štefánikovej 16. Dziwne zakamarki, monumentalne schody, sale i jakieś zaniedbane pomieszczenia, pewnie w czasach świetności będące zapleczem dla służby… po prostu czad.

Pokaz naszego spektaklu rozpoczynał drugi dzień prezentacji festiwalowych. Poszło rewelacyjnie. Cały zespół był skoncentrowany i dobrze przygotowany do przedstawienia. Mieliśmy wystarczająco dużo czasu na rozgrzewkę i próbę techniczną. Zagraliśmy przy pełnej widowni, która z zainteresowaniem obejrzała naszą historię. Odbiór niewątpliwie ułatwiło to, że w przeciwieństwie do niektórych zespołów (np. czeskiego UniDrámo), graliśmy bez tekstów mówionych.

Na mnie osobiście największe wrażenie zrobił spektakl węgierskiego zespołu AHA pt. „Execution rules” wstrząsający, naturalistyczny obraz rytuałów egzekucji. W klimacie podobny nieco do „Krótkiego filmu o zabijaniu” Kieślowskiego. Bardzo ciekawie wybrzmiał również taneczny spektakl pt. „Beyond borders” dziewczyn z Armenii i Turcji. To kraje od lat skonfliktowane politycznie i militarnie. Można było więc niemal namacalnie odczuć siłę teatru, pokonującą różne bariery, także te pomiędzy potencjalnymi wrogami.

Niedługo wszyscy podzielą się swoimi wspomnieniami i refleksjami. Proszę cierpliwie czekać. Postaramy się systematycznie wrzucać kolejne wypowiedzi aktorów i kadry.


 Jan Molicki



P.S.
1. Pierwszy raz jedliśmy posiłki na okrwawionej wannie, patrząc na obcięte głowy, inne członki i słuchając dziwnych odgłosów oraz jęków skazańców. Taki „spektakl” zafundowali nam właściciele hostelu, w którym nocowaliśmy.. pisałem już, że był czad… Tego akurat nie da się opisać, to trzeba przeżyć. Dlatego już myślimy o następnych wyprawach….

2. Wrzucamy też kilka zdjęć...




Festiwal ERROR - Hostel Possonium - chłopaki instalują się w "męskim" pokoju

Festiwal ERROR - Hostel Possonium - jadalnia o której wspomniałem - bardzo sielska atmosfera - krwawa wanna, obcięte głowy, itp.. smacznego...


Festiwal ERROR - dziedziniec Pisztoryho palác gdzie wszyscy oczekiwaliśmy na rozpoczęcie festiwalu

Festiwal ERROR - "Festiwal ERROR - 2014 uważam za otwarty" - Patrik Krebs - Dyrektor Festiwalu


Festiwal ERROR - nasza opiekunka - wolontariuszka - Katka (wpadła w oko Tomkowi....)


Festiwal ERROR - w akcji Teatr trochę Inny - scena z naszego spektaklu pt. Krótki traktat o wolności"


Festiwal ERROR - wstrząsająca scena ze spektaklu pt. Execution rules Teatru AHA z Węgier


Festiwal ERROR - Beyond borders - wspólny występ turczynki i ormianki


Festiwal ERROR - publiczność włącza się do akcji -  prezentacja metody  Forum Theatre



Festiwal ERROR - końcowe szaleństwo przy bębnach - ciekawe kto wypatrzy Irka w tłumie....

poniedziałek, 24 listopada 2014

Otwarta próba generalna "Krótkiego traktatu o wolności" z udziałem studentów Instytutu Psychologii UJ



Za nami otwarta próba generalna spektaklu pt. "Krótki traktat o wolności". To był kulminacyjny moment przygotowań do wyjazdu na Międzynarodowy Festiwal Teatralny ERROR – 2014 w Bratysławie na Słowacji. Zaprosiliśmy na nią grupę studentów Instytutu Psychologii UJ. Najpierw wzięli oni udział we wspólnej rozgrzewce, po czym zasiedli na widowni i byli widzami naszego pokazu. Dzięki temu, aktorzy byli w pełni skoncentrowani i mogliśmy w bezpieczny sposób skonfrontować z widzami nowe pomysły sceniczne oraz oswoić się ze wspólnymi działaniami z publicznością.
Wszystko poszło dobrze, więc teraz pakujemy rekwizyty, kostiumy, dekor i w drogę….  


Jan Molicki




01. Rozgrzewka
02. Rozgrzewka
03. Nasza widownia
04. Pokaz
05. Pokaz
06. Pokaz
07. Pokaz
08. Pokaz

piątek, 14 listopada 2014

Moje przygotowania do wyjazdu do Bratysławy na Festiwal ERROR

Przygotowałem sobie kilka słów o mnie  po angielsku, gdybym musiał udzielić wywiadu. Siostra poprawiła błędy i teraz podaję cały tekst:

1. My name Paweł Kudasiewicz.  I`m forty one.

2. My theatre
What was beginning the…? - John Molicki save to me: "Paweł come on with us on a meeting”
What`s difficult? - The only difficulty  was to remember the name of  my friends from closes in theater.
Theatre is my passion, and very like much.

3. Also I have another activity besides theatre. I paint pictures in the community center Bierzanów Nowy.
I go to classes in the Psychiatric hospital name Józef Babinski. I’m remember of Christian association "Faith and Light”.
 
4. In spare time I meet wife my friends. Faith & Light it`s complete other organization.

Appointment reunion to prayer & tart, cake, trifle, puff, pastry.



Paweł Kudasiewicz





sobota, 8 listopada 2014

Spektakl pt. "W środku słońca gromadzi się popiół" w opinii aktorów "Teatru trochę Innego"

Wcześniej zamieściliśmy wrażenia uczestników z ŚDS Tomaszkowice, z naszej wspólnej wyprawy do Starego Teatru na spektakl pt. "W środku słońca gromadzi się popiół". Teraz czas na wypowiedzi aktorów "Teatru trochę Innego":



Na spektaklu była też moja mama. Przedstawienie się jej nie podobało. Mnie raczej średnio. Już nie bardzo pamiętam o czym było.





Monika Arasimowicz





Po pierwsze aktorzy zamieniali się rolami, najpierw grali jedną postać, a później grali kogoś innego. Bardzo nie podobały mi się rozbłyski; od zupełnej ciemności do jasności. Kontrasty były tak duże, że aż bolała mnie od tego głowa.
Najbardziej zapamiętałem historię o niepełnosprawnym dziecku. Jego rodzice dużo rozmawiali o nim. Ojciec próbował się z nim komunikować za pomocą płyty gramofonowej którą specjalnie nagrał. 
Aktorka w długim płaszczu miała dołek, depresję. Przez to odbijała się od ścian, jakby była w klatce.
Ogólne skojarzenia po tym spektaklu mam takie: "patologia w rodzinie" oraz "ojciec pedofil".

Paweł Kudasiewicz





Bardzo podobały mi się rozbłyski świateł. Nie przeszkadzało mi to w oglądaniu spektaklu. Zapamiętałem fragment, w którym aktor opisywał, jak szedł pod ogromną górę i pchał z wysiłkiem wózek. Ciągle powtarzał: "Idę pod górę, pcham wózek pod górę, góra jest duża..." i tak w kółko.
Druga scena którą zapamiętałem, to scena z pożarem. Mówiono aktorce, że jej matka zginęła w pożarze.
Nie podobały mi się przekleństwa.

Marcin Staszczak




"Jakby prąd go kopnął", "Jak film porno", "Pokazała cycki", "Jak szczury w klatce"
To są rzeczy, które przychodzą mi do głowy, jeśli chodzi o ten spektakl. Była w nim scena, że facet się rozbierał, zdjął koszulę i pokazał klatę. Partnerka proponowała mu ciasto i wino. I on myślał - co jest grane? Ona go po prostu wabiła tym ciastem. Potem aktorka się położyła na scenie i popuściła w majtki. (to było bardzo nieprzyjemne!) On całował ją we włosy.


Tomasz Buczko





Za trudny był ten spektakl i tyle mogę powiedzieć. Aktorzy przemieniali się w różne postacie.




Krzysztof Hajdo








Zapamiętałam tylko tyle, że aktorka leżała na scenie. Nie podobało mi się szczególnie to, że przeklinali.




Katarzyna Stawarz







Spektakl mi się podobał. Zapamiętałem, że były błyski, aktorka leżała, potem macała ściany i skakała po klatce. Były wulgaryzmy, które mi się nie podobały.





Irek Buchich de Divan






Bardzo żałuję, że nie mogłem być na tym spektaklu.





Tomasz Pachel





piątek, 31 października 2014

"Tomaszkowice" dzielą się swoimi wrażeniami ze spektaklu pt. "W środku słońca gromadzi się popiół"

Tak jak zapowiadałem,  rozpoczynamy publikację recenzji ze spektaklu pt. "W środku słońca gromadzi się popiół", który oglądaliśmy w Narodowym Starym Teatrze. Pierwsi swoje refleksje przesłali uczestnicy SDŚ Tomaszkowice. Zobaczcie, jak zapamiętali ten wieczór:




Spektakl mi się podobał. Na scenie aktorzy dobrze grali swoje role, zarówno te smutne, jak i wesołe. Pamiętam scenę, jak psycholog chciała pomóc kobiecie, której matka zginęła w pożarze, jak kobieta rzucała się po ścianach i światła w tym momencie gwałtownie się zaświecały.
                 Iwona G.





Najbardziej ze spektaklu zapamiętałam wybuch pożaru w mieszkaniu i tragiczną śmierć kobiety. Sztuka była trochę trudna i dramatyczna.” 
                        Paulina K.





Bardzo mi się podobał spektakl, znakomici aktorzy. Sztuka wywarła na mnie duże wrażenie. Atmosfera była wspaniała, co również zawdzięczamy przyjaciołom z Teatru trochę Innego, z którymi przyjemnie spędziłam ten wieczór.”
                         

B. K.




Spektakl podobał mi się do momentu rozebrania się aktora do pasa i wątku rozegranego z aktorką – Dorotą Segdą. Scenę tą uważam za niekulturalną, ponieważ na sali wśród widzów, znajdowali się także młodzi ludzie.
                     


Antoni Waśniowski





niedziela, 26 października 2014

Narodowy Teatr Stary, spektakl pt. "W środku słońca gromadzi sie popiół"

Autor tekstu: Artur Pałyga
Reżyseria: Wojciech Faruga

obsada:
ISKIERKA - Małgorzata Gałkowska
LUCY - Dorota Segda
OJCIEC - Paweł Kruszelnicki
PŁOMYK - Błażej Peszek



Za nami kolejny teatralny wieczór. Obejrzeliśmy "W środku słońca gromadzi się popiół". Krótki, trwający niewiele ponad godzinę, intensywny, bolesny, ostry a czasem denerwujący spektakl. Opinie były podzielone. Jedni na "tak", drudzy znaleźli w nim więcej braków i cieni niż mocnych punktów.
Ta niejednoznaczność mnie cieszy. Bo oznacza że historia wywołała w każdym różne emocje i refleksje. Zmusiła do zastanowienia, sprowokowała do wyrażenia własnego sądu. Wkrótce zamieścimy refleksje uczestników tej wyprawy. Na początek kilka słów ode mnie:
Ja należę do grupy "pozytywnych". Uważam że spektakl był dobrze zagrany przez aktorów. Postacie były dla mnie wiarygodne i prawdziwe. Wymknęły się z pułapki banału i oczywistych rozwiązań. Różnie radziły sobie w sytuacjach granicznych, w jakich postawił je twórca. Wypadek, choroba, śmierć. Z drugiej strony Bóg, magia, sex, metafizyka.
Wszystkie losy ciągle przeplatały się, aktorzy wcielali się w różne postacie, nie było klasycznej narracji, początku, rozwinięcia i zakończenia. Jednak wszystko było czytelne i  wyraziste. Lubię jak aktorzy nie zasłaniają się rekwizytami, kostiumami i dekoracją. Jak dzielą się ze mną swoim niepokojem, napięciem, wzruszeniem czy podnieceniem. Po prostu lubię taki teatr.
Zaglądajcie do nas. Niedługo kolejne recenzje.



Jan Molicki





bilety w ręku - tuż przed wejściem na salę


Na Nowej Scenie Starego Teatru


jeszcze tylko płaszcze i żegnamy się ze Starym


jeszcze tylko płaszcze i żegnamy się ze Starym